Strefa Wiedzy

Generowanie leadów to nie stawianie pułapek w sieci

Moda na generowanie leadów sprzedażowych znajduje się obecnie w szczytowej fazie popularności. Ciężko znaleźć witrynę internetową, która nie starałby się pozyskać danych o odwiedzających ją użytkownikach. Można to zrozumieć, ale często trudno zaakceptować sposób w jaki się to odbywa.
Jerzy Michalski, 23.09.2014, godz. 12:08
Kilkanaście dni temu szukałem oferty leasingu. Na stronie jednego z usługodawców przygotowano bardzo profesjonalny, ergonomiczny i ładnie wyglądający kalkulator kosztów. Jako zainteresowany ofertą poświęciłem swój czas na podanie niezbędnych informacji. Wybrałem przedmiot leasingu, podałem liczbę rat, zdałem sprawozdanie z moich umiejętności jako kierowcy oraz określiłem planowany roczny limit kilometrów. Wreszcie po kilku, wcale nie najkrótszych chwilach nadszedł czas na upragniony klik w „oblicz wysokość raty”. Zamiast spodziewanego efektu strona wyświetliła jednak kolejny formularz. Grzecznie ale stanowczo poproszono mnie o podanie wszystkich danych firmowych i adresu e-maili, na który zostaną mi wysłane szczegółowe kalkulacje.

Zatem mają mnie! Złapali w pułapkę i nie wypuszczą! Zostałem leadem! Wyszli z założenia, że skoro poświęciłem czas na sprawdzenie wysokości raty (silna potrzeba ze strony konsumenta), ciekawość nie pozwoli mi poprzestać na tym kroku. Z pewnością zdecyduję się pójść dalej i podam swoje dane (silna potrzeba ze strony usługodawcy). Inaczej zachowałbym się nieracjonalnie.

Pewnie znacie już finał tej historii. Podałem dane, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością oraz specjalny adres e-mail, który od dawna służy mi do rozwiązywania takich właśnie sytuacji.

Nie twierdzę, że wszyscy zachowują się podobnie. Pewno są osoby, które podporządkowują się takim nakazom. Dla mnie jednak to absurdalne kiedy firma w zamian za możliwość zapoznania się z własną ofertą wymaga od klienta podania swoich danych.

Czy można ten problem rozwiązać inaczej? Czy od osób takich jak ja da się uzyskać więcej prawdziwych informacji? Jestem przekonany, że tak ale wymaga to zaangażowania i wczucia się w realne potrzeby klienta.

Rozważmy taki schemat
Szukam leasingu. Na stronie usługodawcy znajduję profesjonalnie przygotowany kalkulator. Kliknięcie w „oblicz wysokość raty” skutkuje… obliczeniem wysokości raty. Nikt nie zmusza mnie do pozostawienia swoich danych. Pod obliczoną kwotą znajduje się jednak propozycja; „podaj e-mail, pod który prześlemy inne możliwe warianty spłaty leasingu oraz szczegółowe kalkulacje”.


To ma sens! Podaję zatem swój adres (tak, ten specjalny na takie okazje). Chwilę potem w mojej skrzynce ląduje e-mail zawierający plik z obliczeniami. W ofercie zawarto także kilka różnych wariantów czasowych z mniejszą lub większą opłatą wstępną oraz z innymi możliwościami, których nie byłbym w stanie samodzielnie wyszukać na stronie leasingobiorcy. W treści maila jest jeszcze jedna ciekawa informacja; firma proponuje mi przesłanie drukowanej oferty, zawierającej unikatowe prezentacje konfiguracji samochodów leasingowych i poleasingowych oraz bon upoważniający do zniżki, jeśli zdecydowałbym się na ich ofertę. Obiecuje mi się także, że otrzymam broszurkę informacyjną, która ułatwi mi optymalizację podatkową. Wystarczy, że wypełnię formularz, który znajduje się już w treści przesłanej do mnie wiadomości e-mail.

Decyduję się! Oferta wydaje mi się niezobowiązująca i naprawdę ciekawa, a w dodatku firma od początku gra fair. Podaję zatem prawdziwe dane (nie mam specjalnego adresu stacjonarnego „na takie okazje”) Po 2 dniach otrzymuję przesyłkę. W dzisiejszych czasach taki list jest nawet całkiem przyjemną odmianą. Po tygodniu dzwoni do mnie Pani z firmy leasingowej. Umawiamy spotkanie. Nie wiem jeszcze czy podpiszemy umowę, ale z pewnością firma ma już moje dana a ja wiem, że przekazałem je sensownemu partnerowi biznesowemu.

Da się? Da.

Ktoś kiedyś powiedział, że marketerzy potrafią zrujnować każde narzędzie. Mam nadzieję, że generowaniem leadów nie będzie podobnie.
Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.