Strefa Wiedzy

Liderzy polskiego marketingu IT: Marcin Morawski – "Nie bój się dużego kroku, nie pokonasz przepaści dwoma małymi"

Komunikują się z milionami odbiorców, zarządzają olbrzymimi budżetami, odpowiadają za wyniki finansowe polskich oddziałów światowych korporacji i okrętów flagowych naszego przemysłu. Postanowiliśmy dowiedzieć się kim są marketing i product managerowie czołowych firm technologicznych w Polsce: jak zaczynali swoje kariery, czym się kierują w swojej pracy oraz co spędza im sen z powiek. Każdy z nich odpowiedział na 10 prostych pytań. Zapraszamy do lektury serii Liderzy polskiego marketingu IT.
LeadFactory, 29.07.2015, godz. 13:44

Marcin Morawski
Marketing Manager Poland
Dell
Zobacz mnie na LinkedIn



Jakie jest Twoje wykształcenie, która szkoła leży u podstaw Twojego rozwoju?

Jestem absolwentem Politechniki Warszawskiej, Kierunek Zarządzanie i Marketing. Studia techniczne, inżynier – nie tylko z wykształcenia, ale i z charakteru i usposobienia. Studia nauczyły mnie głównie podejścia do nauki, sposobu myślenia, radzenia sobie z problemami i wyzwaniami. Wiedza w obecnych czasach powinna być nabywana bezustannie. Dynamika zmian otaczającego nas świata, rozwoju technologii jest wyścigiem, za którym trzeba chcieć nadążać. Aby zrównoważyć techniczne podejście do życia i pracy zainteresowałem się pojęciem: Coaching’u – krótka przygoda, która oprócz lepszego rozumienia innych, pozwoliła mi lepiej zrozumieć siebie.

Jaka była Twoja pierwsza praca?

W wieku 17 lat bardzo interesowałem się grafiką i projektowaniem stron internetowych. Firmy pod koniec lat 90-tych coraz bardziej stykały się z tym zagadnieniem. Pewnego dnia w przerwie między zajęciami z języka angielskiego, zapytałem w biurze administracji szkoły językowej, czy posiadają stronę internetową. Traf chciał, że trafiłem na osobę, która miała za zadanie wdrożyć taki projekt. Z początku moim zadaniem było jedynie stworzenie strony, a ostatecznie przepracowałem tam prawie 5 lat. Konkretnie jako specjalista ds. Marketingowo-Administracyjnych - Studium Języków Obcych w Mińsku Mazowieckim. Były to pierwsze moje zarobione pieniądze, ale bardziej niż pieniądze wspominam zdobytą wtedy niezależność i zaostrzający się z wiekiem i z doświadczeniem apetyt na więcej.

Kto miał największy wpływ na rozwój Twojej kariery?

Na pewno moja pierwsza praca. Pokazała mi, że „dorosłość” albo „dojrzałość” nie przychodzi sama. Zależy od wyborów między tym co teraz, a tym co potem. Nigdy nie żałowałem, że po 8 godzinach zajęć na studiach czy wcześniej w liceum, szedłem do pracy na kolejne 5 do 6 godzin, a znajomi delektowali się złocistym trunkiem z pianką. Satysfakcja z pogodzenia tych dwóch ścieżek sprawiła, że widziałem je jako jedną, utwardzoną drogę. Drogę do osiągnięcia jasnego celu.

Drugie, ale w sumie to pierwsze - moja Żona, zanim jeszcze nią została. Jej sukcesy i osobisty rozwój kariery był dla mnie motorem napędowym do działania. Skoro ona może, to ja też mogę!

Poza tym zawsze wiedziałem, że trzeba lubić to co się robi, a marketing jest czymś co sprawia, że chcę i potrzebuję dalej się w tym realizować.

Na koniec ciekawostka – pamiętam jak na swoje 18ste urodziny dostałem od przyjaciół miniaturkę Peugeot’a 206 z życzeniami, abym na swoje 40 urodziny mógł go sobie sprawić. Pamiętam jak obiecałem sobie wtedy, że nie mogę tak długo czekać. Koniec końców pojawił się nie Peugeot, a Opel. I to już na 23 urodziny.

Jakie jest Twoje największe osiągnięcie?

Myślę, że nikt nie lubi o tym mówić, a już na pewno nie w szerokim gronie. A wybrać to jedno największe? Bardzo dobrze wspominam dostanie się do finału konkursu Young Project Management Program, do którego pracę napisałem w ciągu kilku godzin przed ostatecznym terminem. W finale z dziesiątek zgłoszeń, było tylko 6 osób i to z całej Polski. Miałem ledwo 20 lat i było to dla mnie ogromne wyróżnienie i pierwsza podróż do Sopotu na finał. Mimo, że nie wygrałem pierwszego miejsca, było to pierwsze tak nobilitujące przeżycie w mojej karierze. A tak prywatnie – wstawanie o 6 rano, by pobiegać godzinkę przed pracą. 5 lat temu uznałbym to za niemożliwe.

Co jest Twoim przesłaniem, hasłem, mottem którym kierujesz się najczęściej?

Jest ich kilka, ogólnie nie jestem typem człowieka, który boi się wyjść poza swoją strefę komfortu. Do tego, by z niej wyjść trzeba mieć wolę do zmian. Tak więc ostatnimi czasy bardzo przypadł mi do gustu cytat: „Nie bój się dużego kroku, nie pokonasz przepaści dwoma małymi.” (David Lloyd George). Nawet postarałem się o kubek z takim cytatem.

W jaki sposób najchętniej odpoczywasz?

Mam dwa sposoby – sposób częstszy i bardziej dostępny to sport. Sposób pasywno-aktywny to podróżowanie z moją żoną. Od zwiedzania Polski, po „im dalej w świat”. Stykanie się z inną kulturą jest dla mnie doznaniem metafizycznym, ale nie stronię też od leżenia na plaży przy dobrej książce.

Która książka wywarła na Ciebie największy wpływ?

Saga Endera autostwa Orsona Scotta Carda. To książki które zaczęły powstawać w latach 80tych XX wieku, a nadal są aktualne. To jak widzimy innych, zależy jedynie od potrzeby i chęci zrozumienia. Niech nie zwiedzie was kategoria fantastyki naukowej, te książki wykraczają znacznie poza schemat.

Czy uprawiasz sport lub kibicujesz jakiejś dyscyplinie?

Sport – duże TAK. Natomiast lubię rywalizację z samym sobą, ze swoimi słabościami. Stąd bieganie, tenis i od kilku lat golf. Wszystko bardzo amatorsko. Nie lubię porównywania się do innych. Inni nie pobiegną za mnie, nie poprawią wyników. Także złoszczenie się, że ktoś jest lepszy ode mnie jest według mnie kompletnie bezcelowe. Niestety, przez to rodzi się we mnie ten negatywny perfekcjonizm, który niektórzy postrzegają jak znęcanie się nad samym sobą, ale to mnie właśnie nakręca.

Co najbardziej kochasz w swojej pracy?

Ograniczoną wyobraźnią, możliwą strefę działania. Lubię budzić się rano z przeświadczeniem, że idę do pracy, a nie do „roboty”.

Co nie pozwala Ci zasnąć?

Świadomość, że nie nastawiłem budzika :-). A tak naprawdę niezałatwione sprawy, odłożone z przyczyn wszelakich na „potem”. Wolę zasypiać ze świadomością, że udało mi się zrobić to co zaplanowałem, nawet jeśli w planie np. weekendowym było „nicnierobienie”.
Dołącz do dyskusji
Bądź pierwszy i zostaw komentarz.